31 grudnia 2013

Niania WeMo Baby

WeMo Baby firmy Belkin to kolejna elektroniczna niania współpracująca z iOS. 
W zestawie otrzymujemy bardzo ładnie wyglądające urządzenie oraz przewód zasilający z wymiennymi końcówkami. 

Nianię podłączamy do prądu, pobieramy darmową aplikację z App Store i postępujemy zgodnie z instrukcją. Po uruchomieniu aplikacji następuje konfiguracja z domową siecią, możemy również spersonalizować aplikację podając imię naszej pociechy i możemy cieszyć się z nowego gadżetu. 

Urządzenie łączy się z naszym domowym Wi-Fi i umożliwia nam również podsłuch gdy jesteśmy poza domem.
Jeśli wykupimy dodatkowo aktualizację Evoz będziemy otrzymywać powiadomienia gdy dziecko zapłacze, oraz bardzo przydatne informacje wynikające z analizy snu i płaczu dziecka. Informacje te pomogą nam usystematyzować rozkład dnia maluszka, co bardzo dobrze wpłynie i na dziecko i na samopoczucie opiekunów. W końcu kto nie lubi wiedzieć co zaraz nastąpi? 

WeMo Baby łączy się z wieloma urządzeniami i dzięki temu obydwoje rodzice mają możliwość słuchania poczynań ich progenitury. Dźwięk, trzeba przyznać, jest faktycznie czysty a urządzenie daje nam możliwość ustawienia czułości na dźwięki otoczenia.  
Gdy rozpoczęłam testy - pierwsza myśl to „ale po co?” 
I niestety z tym pytaniem pozostaje do teraz. Pomimo tych wszystkich zalet wymienionych powyżej brakuje mi dwustronnej komunikacji, a brak obrazu w dzisiejszych czasach jest też nie do pomyślenia.
Owszem przy starszych dzieciach wiemy, że gdy jest cicho to coś się dzieje i trzeba interweniować. Słyszę, radosną zabawę i nagle następuje cisza to lecę i sprawdzam co się dzieje, ale przy niemowlaku to już nie jest takie proste. Słyszę ciszę czyli śpi. Na pewno? Moja osobista progenitura ostatnimi czasy wstaje niczym ninja i rozpoczyna naukę chodzenia przy pomocy szczebelków łóżeczka, niestety brak wprawy w tej czynności skutkuje wieloma upadkami.  Efekt? Cisza, cisza, cisza i nagle straszny ryk bo Tośka uderzyła głową o szczebelki – czyli ja podziękuję – mi potrzebny jest obraz! 

Niania w czasie testów dostarczyła mi jeszcze dodatkowych atrakcji co w moich oczach zdyskwalifikowało ją kompletnie. Otóż dnia pewnego nagle zaprzestała działania swego. Zanim pomyślałam to zrobiłam: docisnęłam wtyczkę do gniazdka… jak mnie „popieściło” to pół kamienicy usłyszało. Ku memu ogromnemu zdziwieniu z gniazdka wystawały radośnie dwa bolce a pęknięta wtyczka leżała obok.

 Nie wiem czy to zrobił kot przechodząc, czy ktoś przesunął krzesło i potrącił wtyczkę. Nie to jest istotne. Istotne jest to, że sytuacja miała w ogóle miejsce. Urządzenie do pokoju dziecka! Gdzie bezpieczeństwo jest priorytetem!
Po tym doświadczeniu urządzenie schowałam do pudełka i nie chce mieć już z nim nic wspólnego. 
Wisienką na tym niezbyt smacznym torcie jest cena urządzenia.  Osobiście nie polecam….



Popularne posty

Moja lista blogów